Codzienność rodzica. Telefony ze szkoły, kwarantanna, odwołane lekcje

Kwarantanna, nawracające infekcje, zdalne nauczanie i przeciążenie klasówkami – to problemy najczęściej sygnalizowane przez rodziców uczniów z regionu. Niektórzy z nadzieją czekają na… całkowite zamknięcie szkół.

– Bardzo narzekałam na ciągnące się miesiącami zdalne nauczanie ale jak patrzę na to jak nauka wygląda w tej chwili to tęsknię za tamtymi problemami. Wtedy było spokojniej i wszystko można było zaplanować przynajmniej z kilkutygodniowym wyprzedzeniem – przyznaje mama trójki dzieci w wieku szkolnym z Lublina. Kobieta opowiada, że dwa ostatnie miesiące są dla niej wyjątkowo trudne. – Albo w którejś z klas pojawia się koronawirus i dzieci kierowane są na zdalne nauczanie, albo chorują nauczyciele i lekcje są odwoływane lub wprowadzane są zastępstwa. Ciągle dzieje się coś, co utrudnia normalne funkcjonowanie. A jak się już okazuje, że jest tydzień bez pandemicznych przebojów w szkole to dzieci łapią jakiś katar i stany podgorączkowe i muszą siedzieć w domu tracąc możliwość normalnej nauki.

– Na zdalnym nauczaniu córka była w tym roku szkolnym już dwa razy – opowiada inna mama z Lublina. – Nie powiem, była wtedy zadowolona bo nie było zapowiedzianych klasówek, które nauczyciele przełożyli na czas po powrocie do szkoły. Teraz dziecko z niczym się nie wyrabia. Praktycznie nie ma dnia żeby nie było sprawdzianu, kartkówki, odpytywania, wypracowania. Rozumiem, że nauczyciele spieszą się żeby wystawić jak najwięcej ocen przed ewentualnym odgórnym wprowadzeniem zdalnego nauczania ale to jest przesada. Dzieci są przemęczone, a efekty nauki są bardzo mizerne, bo nie da się dobrze przygotować do odpowiedzi z dnia na dzień.

Dalszą część wiadomości znajdą Państwo na stronie Dziennika Wschodniego.

1 Komentarz do "Codzienność rodzica. Telefony ze szkoły, kwarantanna, odwołane lekcje"

  1. A to na pewno mama z Lublina? To samo dzieje się w Kościuszce. Wrzuciłabym screena z e-dziennika ze sprawdzianami z kolejnych trzech tygodni. Na 15 dni 11 sprawdzianów. Ale po co. I tak się nic nie zmieni. Dojechać ucznia bo przecież zaraz mogą znów pójść na zdalne.

  2. też rodzic | 1 grudnia 2021 at 13:24 |

    Serio ktoś woli aby jego dziecko siedziało w domu zamiast chodzić do szkoły? serio najbardziej martwią rodzica sprawdziany a nie luki w wiedzy nie do nadrobienia? serio chcesz wychować mało odpornego człowieka w każdym aspekcie, bo biologicznie i psychicznie organizm wymaga hartowania? serio nie martwi rodzica że ogrom lekcji zwyczajnie się nie odbywa mimo takich ogromnych strat w realizacji programów w ostatnich 3 latach szkolnych? serio chce ktoś pogrążyć dziecko w dalnym nauczaniu i uzależnieniu od internetu jeszcze bardziej?
    Moje dziecko jest w Kościuszce, chodzi w szkole na dodatkowe lekcje z przedmiotów maturalnych za które nie płacimy, ma swoje plany jak wszyscy młodzi ludzie. Siedzenie w domu do przekleństwo dla ludzi młodych i niepowetowana strata.
    Wiedza nie jest wrodzona, odporność nie jest wrodzona,

    • Wszystkie rządy w Polsce po 1989 r. odpowiadają za degradację poziomu nauczania. Wszystkim dotychczas rządom – niestety – nie zależy/ało na światłym i wykształconym społeczeństwie. Nie sposób byłoby wtedy indoktrynować i korumpować społeczeństwa, chociażby programami typu 500+.

      Zasób leksykalny dzisiejszego maturzysty jest niższy niż przedwojennego absolwenta 7- letniej szkoły podstawowej. W przeważającej ilości przypadków zasób leksykalny dzisiejszego absolwenta studiów wyższych jest niższy niż absolwenta przedwojennego gimnazjum wyższego. Pogoń za wskaźnikami statystyki, skłoniła kolejne rządy do mnożenia szkół wyższych w celu podniesienie wskaźnika wykształcenia. Zgodnie z zasadami memetyki spowodowało to w krótkim czasie skokowe obniżenie poziomu nauki, zarówno w starych, jak i nowych uczelniach, gdyż konkurencja pomiędzy nimi spowodowała migrację i rozcieńczenie kadr. Nie bez przyczyny tego pozostaje tutaj system profitów gwarantowanych np. przez KN i wysokość wynagrodzenia nauczycieli, pozycjonująca prestiż tego zawodu gdzieś pomiędzy kasjerką a fryzjerką. Skutkiem tego pojawiły się kolejne szczeble edukacji np. MBA – konieczne do uzupełnienia kompetencji absolwentów w odniesieniu do realnych wymogów rynku pracy – powodując skokowy wzrost kosztów edukacji. Najlepsze polskie uczelnie: UW i UJ plasują się na ostatnich miejscach pięćsetki rankingu uniwersytetów na świecie. Stan taki nigdy nie zapewni polskiej gospodarce innowacyjności i kreatywności, skazując ją na podrzędną funkcję zaplecza dla najlepszych. W rezultacie tego bardzo drogiego i niepotrzebnie wielopoziomowego systemu kształcenia bardzo niskiej jakości, mamy dzisiaj więcej bezrobotnych mgr niż przed wojną bezrobotnych absolwentów szkoły podstawowej.

      Odpowiedź na pytanie – czy lepiej byłoby zapłacić za kształcenie na najwyższym poziomie? – z gwarantowanym najwyższym poziomem nauczania, wyżywieniem i zakwaterowaniem w razie potrzeby, bez mnożenia zajęć pozalekcyjnych, uzupełniony stypendiami gwarantującymi osiągnięcie zamierzonego celu wyjątkowo uzdolnionemu uczniowi oraz z gwarancją zatrudnienia – czy lepiej mamić społeczeństwo iluzją bezpłatnego i nieefektywnego kształcenia? – pozostawiam wyobraźni czytelników. Dodam jedynie, że współczesne szeroko pojmowane elity, do dziś posyłają swoje ukochane pociechy, do często bardzo odległych od miejsca zamieszkania prestiżowych szkół prywatnych szczebla podstawowego i średniego w Szwajcarii, czy USA w których panuje rygorystyczna dyscyplina, obejmującą np. kary cielne. Do ubiegłego roku było tak również w Walii. Jednak To absolwenci tych szkół, wmawiają póżniej swoim wyborcom, że szkoły powinny być powszechne, bezpłatne i mające na celu – zdaniem niejakiego Czarnka – zbawienie dzieci.

      Ciekawym przykładem dla “rodzica” użalającego się nad losem swojej pociechy, będzie system edukacji w KRL, szczycący się najwyższymi notami na świecie w testach sprawdzających poziom nauczania, co skutkuje jedną z najbardziej innowacyjnych i zaawansowanych technologicznie gospodarek. Tam, dzieci w szkołach podstawowych, często uczą się w szkołach od 8.00 do 20.00 a potem w domach do 2. po północy. Takie są wymogi konkurencyjności na rynku pracy w zaawansowanym rozwojowo społeczeństwie. Inna rzecz, czy w społeczeństwie szczęśliwym.

      • obiektywnie | 7 grudnia 2021 at 09:12 |

        Do tej ciekawej wypowiedzi dodam tylko, że prestiżu nie budują również wieczni malkontenci straszący regularnie strajkami każdej wiosny. Karta nauczyciela zrównująca wynagrodzenie matematyka i wuefisty również prestiżowi nie służy, swoista “urawniłowka”. w szkole społecznej prowadzonej przez ZNP strajku nie było, mógłby się nie opłacić.

    • Przepraszam, miało być nie “cielne” a cielesne oraz KR a nie “KRL”. Podpowiedzi klawiatury są czasami idiotyczne.

  3. Jest i odporność wrodzona!!!

  4. też rodzic | 2 grudnia 2021 at 21:13 |

    Fakt, jest ale nie wystarczy do szczęścia:)

  5. Internet Telewizja Włodawa

Możliwość komentowania jest wyłączona.

Zmiana wielkości czcionki